Kolejna złoszcząca wiadomość. Kolejna zmarnowana okazja, by zrobić coś dobrze i z ludźmi. Kolejna porcja frustracji, której tak łatwo było uniknąć. Jak się „uwala” dobre inicjatywy zgłaszane przez niewłaściwe osoby? Jak to się dzieje, że w Gdyni obowiązuje zupełnie inne prawo niż w całej Polsce? Przeczytajcie to. Warto znać tę historię, by uniknąć zbędnych rozczarowań i przestać żyć złudzeniami.

MONOPOL NA PAMIĘĆ

W oddali stoją nieruchomo dwie postaci. Dwóch oficerów Wojska Polskiego trzymających między sobą sporą mapę okolicy. Starszy z nich, zarówno wiekiem jak i stopniem, wysoki, szczupły mężczyzna jest wyraźnie zamyślony. Skupia wzrok gdzieś za swoim podkomendnym, słuchając go i pocierając dłonią po dokładnie ogolonej brodzie. Na twarzy tego oficera, noszącego marynarski mundur widać głęboką refleksję, zapewne nad słowami i sugestiami towarzysza sytuacji.

Ten drugi, już w uniformie wojsk lądowych wskazuje dłonią pozycję odpowiadającą tej na trzymanej przez nich mapie. Szeroko otwarte, pełne pewności siebie oczy dają ufać w wypowiadane słowa. Mimika twarzy, wyprostowana, dumna sylwetka pokazuje, że w tym oficerze tkwi wiara w walkę, w sytuację strategiczną, którą w tym momencie opisuje, próbując przekonać starszego stopniem do swoich przemyśleń.

W tym momencie do sceny dołącza dwójka młodych ludzi. Nie mają więcej niż 13 lat. Lekcje, w pobliskiej Szkole Podstawowej nr 44 rozpoczynają dopiero za godzinę, więc zatrzymali się z ciekawości przy dwóch jegomościach, których w tym niepełnym jeszcze, porannym słońcu można pomylić z żywymi postaciami.

– Pamięci Admirała Józefa Unruga i Generała Stanisława Dąbka — czyta na głos dziewczynka.

– Wdzięczni mieszkańcy Gdyni — uzupełnia odczyt chłopiec.

– Przecież Ty mieszkasz na ulicy Unruga! – zawołała dziewczynka

– A Ty na Dąbka… – odpowiedział zaskoczony chłopak.

Dwie godziny później oboje siedzieli już na lekcji historii. Nie mogąc opanować własnej ciekawości, zadali nauczycielowi pytanie.

Nauczyciel uśmiechnął się:

– Posłuchajcie więc wszyscy, o gdyńskich Bohaterach.

Powyższy opis jest rzecz jasna fantazją autora. Wyobrażeniem o tym, w jaki sposób my, jako lokalne społeczeństwo możemy, czy raczej mogliśmy uczcić pamięć o tutejszych bohaterach, jednocześnie zapewniając przyszłym pokoleniom odpowiednie przesłanie i wiedzę.

Oczywiście, fantazja ta może wydawać się nieco przerysowana, zbyt romantyczna. Ale taka właśnie ma być. Dajcie autorowi pomarzyć i przejść do meritum.

Na przełomie 2017 i 2018 roku jako środowisko skupione wokół facebookowej strony „Jestem z Gdyni” postanowiliśmy powalczyć o godne upamiętnienie dwóch, najważniejszych dowódców wojskowych w krótkiej historii Gdyni. Po godzinach rozmów, konsultacji wśród rodzin i znajomych uznaliśmy bowiem, że w gronie najważniejszych dla naszego miasta postaci, te dwie są nieco zapomniane a przez władze niedocenione. W końcu to dzięki decyzji generała (wówczas pułkownika) Dąbka, walki zostały przeniesione z miasta na kępę oksywską, co najpewniej ocaliło Gdynię od zniszczenia. To determinacji Admirała Unruga zawdzięczamy budowę niezwykle ważnej dla Gdyni Marynarki Wojennej, portu wojennego, był on wychowawcą kilku pokoleń marynarzy, oficerów a w końcu wsławił się niezwykłym męstwem, kapitulując w Helu przed nazistami jako ostatni region w Polsce, a także niezwykłą odwagą i honorem będąc już więźniem niemieckiego oflagu.

Chcieliśmy po prostu, aby nazwiska tych wielkich Polaków nie kojarzyły się tylko z tym, że na ul. Unruga jest smaczna pizzeria, a na ul. Dąbka są aż 3 Biedronki.

Projekt został złożony po raz pierwszy w budżecie obywatelskim edycji 2018 roku i został dopuszczony do głosowania. Niestety, ze względu na zbyt małą promocję i konkurencję w postaci „popularnych społecznie” projektów (np. boisko szkolne) promowanych m.in. przez radnych miejskich głosowanie to przegraliśmy.

Rok później… pomnik został odrzucony na etapie weryfikacji.

Powód?

Pomniki miały podrożeć w ciągu roku o ponad 100% i wcześniej zakładane 310 tysięcy złotych było niewystarczające. Wycena dokonana przez organizatorów BO mówiła o kwocie… prawie 800 tys. zł.

Szybko zweryfikowaliśmy te informacje i okazały się one nieprawdziwe. Zarówno przykłady z innych miast (porównanie podobnych pomników – 2 postaci w rozmiarach naturalnych), jak i konsultacje z rzeźbiarzami wykazały, że wcześniej zakładana kwota była wystarczająca.

To był dla nas sygnał, że komuś projekt się nie spodobał albo… no właśnie.

Do tego jeszcze przejdziemy.

Połowa 2021 roku to kolejne zaskoczenie: miasto odrzuca wszystkie projekty pomników w Budżecie Obywatelskim. Powód podany przez Wiceprezydenta Gucia i media społecznościowe miasta Gdynia?

Właściwa ustawa mówi, że zgoda na lokalizację pomnika to wyłączna kompetencja Rady Miasta, więc nie mogą o tym decydować mieszkańcy w głosowaniu. Na pytania, dlaczego w poprzednich edycjach to było możliwe, dlaczego w innych miastach to działa, odpowiedzi nie uzyskaliśmy.

NIE, BO NIE.

Projekt więc chwilowo zawiesiliśmy. Jedyna droga oparta na aktywności społecznej została zablokowana, trzeba było więc przeorganizować ten pomysł.

Ale czego nie pozwolono zrobić mieszkańcom, dokonała władza.

Nie zrozumcie nas źle: upamiętnienie jest ważne, i mimo tego, że nie wygląda ono tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, to lepiej tak niż w ogóle. Ale nie można zachować się w takich sytuacjach właściwie?

W ciągu ostatniego roku powstały dwie tablice usadowione na kamieniach, upamiętniające dwóch dowódców wojskowych…

Trzeba wymieniać których?

A jeżeli dodamy, że umiejscowienie drugiej (upamiętniającej Generała Dąbka, która ma być odsłonięta w najbliższych dniach) jest IDENTYCZNE z tym które proponowaliśmy dla naszego pomnika w 2018? To Park Ireny Kwiatkowskiej na Obłużu, przy popularnym stawku. Jeżeli przyjrzycie się zdjęciom i grafice naszego projektu zauważycie, że to jest jota w jotę ta sama lokalizacja z dokładnością do metra, może dwóch.

Dodajmy jeszcze, że pomysłodawcy tych tablic wykazali się niekonsekwencją w zakresie stopni wojskowych. Odsłonięta w czerwcu 2021 tablica poświęcona Unrugowi mówi o Admirale Floty, czyli stopniu, który nasz Bohater otrzymał pośmiertnie w 2018 roku (przy okazji ponownego pochówku na Oksywiu).

Natomiast w przypadku Dąbka użyto… stopnia z czasów wojny – Pułkownik – gdzie już w latach 60 został, również pośmiertnie awansowany na generała brygady.

Faktem jest, że nie ma jednej zasady co do używania stopni wojskowych postaci historycznych. Niekiedy używa się tych z czasów, o których mówimy, a czasami aktualnych – pośmiertnych. Ale jeżeli w ciągu roku, ten sam podmiot (formalnie – Rada Dzielnicy Obłuże), stawia dwie praktycznie takie same tablice, to powinien wykazać się odrobiną konsekwencji i przyjąć jeden sposób nazewnictwa.

Ostatni zarzut dotyczy pewnej elegancji i taktu. Pomińmy może kwestię różnic między pomnikiem a tablicą, bo to niejako wynika ze wstępu do tego tekstu. Tablica nie ma aż takiego przekazu jak rzeźba, to oczywiste. Jedyny plus to zapewne koszta, nieporównywalnie mniejsze. Ale czy nie lepiej byłoby zaprosić do wspólnego stołu przedstawicieli Rady Dzielnicy, Rady Miasta i pierwotnych pomysłodawców i zwyczajnie porozmawiać? Poszukać wspólnego rozwiązania, zamiast zrobić coś na szybko, bez przemyślenia i z błędami? Nie ma możliwości, żeby Rada Dzielnicy nie wiedziała, że taki projekt był wcześniej zgłaszany i procedowany.

A naprawdę, da się inaczej.

Kilka lat wcześniej grupa Gdynian zaproponowała zmianę nazwy kontrowersyjnych ulic na Pogórzu. Propozycja była taka, żeby nazwać je na cześć kilku znanych Żołnierzy Wyklętych.

Rada Dzielnicy, w porozumieniu z Radnym Pawłem Brutelem, a także Przewodniczącym RM Zygmuntem Zmudą Trzebiatowskim zorganizowała spotkanie z inicjatorami. Dwie godziny dyskusji, i okazało się, że nie było problemu z porozumieniem, a ulice ostatecznie otrzymały nazwiska oficerów z tzw. Procesu Komandorów. Piękne upamiętnienie, fajna współpraca.

Ale trzeba chcieć. Robić dla ludzi i z nimi. Włączać, szanować, traktować po partnersku.

Reasumując, władze Gdyni od kilku już lat znane są z blokowania oddolnych czy zewnętrznych projektów, by po jakimś czasie realizować je „po swojemu”. Wystarczy wspomnieć pomysł „Dzieciaki bez biletów” przedstawiany na sesji Rady Miasta przez Aleksandra Kosiorek, który zakładał darmowe przejazdy dla gdyńskiej młodzieży. Odrzucony, a niedługo później przyjęty jako autorski projekt Samorządności. Nadanie medalu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego dla Pani Marii Piradoff-Link przez trzy lata było niemożliwe, gdy wnioskowały o tym stowarzyszenia z Gdyńskiego Dialogu. Gdy zawnioskowali o to radni Samorządności, wniosek okazał się słuszny.

Nikt nie powinien być więc zdziwiony.

Ale gdy ta ingerencja, czy wręcz monopolizowanie tak delikatnego tematu jak pamięć staje się faktem, zaangażowanym mieszkańcom odechciewa się aktywności.

Zachęcamy do przemyślenia tych i podobnych argumentów, gdy przy okazji kolejnej edycji Budżetu Obywatelskiego usłyszycie o „Aktywizacji oddolnej”, o tym, że to Gdynianie decydują, że ważne jest, aby mieszkańcy byli aktywni.

Chyba że mają aktywnie podsuwać władzy pomysły, które ta sama zrealizuje.

W imieniu inicjatorów upamiętnienia gdyńskich Bohaterów – Paweł Borkowski

Wpis pojawił się na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.